top of page
Szukaj
  • kamilakurkowska

Prawnik, czy prawniczka?


Prawniczko,

… a może Prawniku…?


Z wykształcenia jestem filolożką (nie, nie jestem prawniczką, choć wiele osób mnie o to posądza). Znam biegle 4 języki. Jako pierwsza osoba w Polsce, w 2009 roku zdałam jeden z trudniejszych egzaminów państwowych i zostałam wpisana na listę tłumaczy przysięgłych przy Ministerstwie Sprawiedliwości. Jestem tłumaczką przysięgłą języka katalońskiego. Dlaczego o tym piszę? Bo czuję się upoważniona i kompetentna do tego, by wypowiadać się na temat języka i jego znaczenia w naszym życiu. W liceum i na studiach byłam przekonana, że to właśnie językiem będę się zajmować zawodowo. Stało się inaczej i nie żałuję. Kwestie związane z językiem są mi jednak niezwykle bliskie i zwracam na nie uwagę.


Czytam książki w różnych językach. Czasem, głównie podczas studiów, czytałam ten sam tekst w 2 lub 3 wersjach językowych, a potem go porównywałam. Zawsze szokujące było dla mnie to, jak wielką różnicę robi język. Dla mnie język to pewnego rodzaju filtr, albo okulary, słoneczne, różowe, korekcyjne, zawsze nieco zmieniają świat, na który przez nie patrzę.





„Nie znoszę feminizacji”

W listopadzie zeszłego roku prowadziłam wykład dotyczący Legal Design dla jednej z OIRP. W trakcie spotkania na czacie pojawił się taki komentarz pochodzący od jednej z radczyń: „Dziękuję, interesował mnie temat, ale już nie jestem w stanie słuchać co dwa zdania: prawniczki, prawnicy, adwokaci, adwokatki, teraz jeszcze doszło studentki studenci, klient, klientka, dyrektor, dyrektorka, radczyni itd. Życzę cierpliwości ☹️”. Czy mnie to zdziwiło? Nie. Kiedyś jedna z prawiczek napisała mi „Jestem prawnikiem, nie znoszę feminizacji.”. Głęboko nie zgadzam się z takim podejściem, ale od jakiegoś czasu zastanawiam się, co za nim stoi? Jakie znaczenie ma to, jak patrzymy na feminatywy ma wychowanie, kultura, społeczeństwo, ale też poczucie własnej wartości, sprawczość i identyfikacja ze swoim środowiskiem?


Nie przepadam za odwoływaniem się do klasyków, ale tym razem to zrobię. Według Sokratesa, kto nie występuje w języku nie istnieje też w świadomości. Jak dowodzi w książce „Patriarchat rzeczy” Rebekka Endler badania pokazują, że jeśli nie wspomina się o kobietach, to nie są on automatycznie uwzględniane. Spójrzmy na przykład słowa „klienci”. Słysząc to słowo nieświadomie wykluczamy „klientki”, czyli kobiety, które mogą mieć inne potrzeby, wymagania, czy oczekiwania względem produktu, czy usługi.


„Wystarczy słowo”

W 2022 roku miała premierę akcja banku BNP Paribas „Wystarczy słowo”. Czy wiesz, że 80% dzieci, które zostały poproszone o narysowanie „naukowca” narysowało mężczyznę, a tylko 20% kobietę? Natomiast w grupie, która została poproszona o narysowanie osoby zajmującej się nauką 2 razy więcej dzieci narysowało naukowczynię? Jak sądzisz, jak by wyglądał podobny eksperyment, gdyby dzieci poproszono o narysowanie prawnika? Jaki procent z nich narysowałby adwokatki, raczynie, sędzie, prokuratorki, notariuszki? Jeśli już dzieci mają jednoznaczne skojarzenia, że jeśli słyszą nazwę zawodu w formie męskiej, to widzą mężczyznę, to czy myślisz, że to się zmienia wraz z tym, jak dorastają?

Gorąco polecam, abyś zapoznała się z projektem „Wystarczy słowo”. Oprócz świetnego video na stronie znajdziesz tam również interaktywny słownik feminatywów:

Kiedy piszę ten materiał w edytorze tekstu, nieodmiennie zadziwia, a zarazem irytuje mnie, że edytor podkreśla żeńskie formy nazw zawodów (radczyni, adwokatka, etc..). Dopiero ręczne dodanie ich do słownika pomaga. Moim zdaniem to świetnie pokazuje, że świat traktuje to co męskie jako normę, a to co dotyczy kobiet jako odstępstwo od normy. I dopiero wykonanie pewnego wysiłku, pewnej akcji pozwala wprowadzić kobiecy punkt widzenia do tego, co jest uważane za ogólnie przyjętą męską normę.


Człowiek = mężczyzna

Czy zauważyłaś, że w języku angielski słowo „man” oznacza zarówno człowieka, jak i mężczyznę? A słowo „wo-man”, to mężczyna/człowiek tylko z pewnym „dodatkiem”? W języku polskim używa się formy męskiej, która domyślnie odnosi się do wszystkich ludzi, nawet jeśli w danej grupie jest 99 kobiet i jeden mężczyzna. Zwróciłaś na to uwagę?

Na długo zapamiętam anegdotę, którą podzieliła się na jednym ze spotkań Fundacji pani Dorota Warakomska, była prezeska Kongresu Kobiet. Opowiadała o tym, jak podczas przedpandemicznego Kongresu Kobiet organizatorki zdecydowały, że przygotują identyfikatory tylko w formie żeńskiej – uczestniczka, panelistka, prelegentka. Prezydent Trzaskowski przeczytał identyfikator i powiedział, że czuje się niekomfortowo z identyfikatorem „Prelegentka”, na co pani Dorota odpowiedziała mu: „To

tak, jak ja czuję się całe życie będąc ekspertem, dziennikarzem, prezesem”. Prezydent Trzaskowski po chwili zastanowienia przyznał rację ówczesnej prezesce Kongresu Kobiet. Czy to wydarzenie miało wpływ na wprowadzenie przez warszawski ratusz żeńskich form stanowisk? – nie wiem. Ale na pewno, w mojej ocenie, jest to bardzo dobry kierunek:

Temat feminatywów w administracji publicznej odżył ostatnio za sprawą postulatu Komisji Praw Człowieka i Równego Traktowania Związku Miast Polskich. Co ciekawe w ustawie o pracownikach samorządowych na prawie 500 nazwanych stanowisk jest tylko kilkanaście form żeńskich i wszystkie dotyczą stanowisk o niskim prestiżu społecznym lub stanowisk pomocniczych. Natomiast kobiety zajmujące stanowiska kierownicze nie mogą formalnie posługiwać się formami żeńskimi takimi jak prezydentka, marszałkini, czy członkini zarządu.


Sędzia, czy sędzina?

Podejrzewam, że teraz pomyślisz, a nawet powiesz na głos: „To przecież oczywista oczywistość! Sędzina, to żona sędziego!”. A jednak nie. Pan Maciej Makselon, redaktor, nauczyciel pisania, nauczyciel akademicki wyjaśnia: Sędzina nie jest żoną sędziego. Krawcowa nie jest żoną krawca a Elżbieta II nie była żoną króla. Żyjemy w XXI wieku, nie w wieku XIX, odmężowskie formy rodzajowe albo zniknęły z języka, albo się zneosemantyzowały i oznaczają kobiety, które parają się danym zawodem (vide krawcowa, królowa, sędzina). Wyjątkiem jest prezydentowa, ale to akurat funkcja, którą faktycznie pełni się niejako na etat. W jednym z postów na Instagramie rozwija ten temat:

A jednak na studiach prawniczych kadry nadal roszczą sobie (hehe) prawo, by wbijać studentom i studentkom do głowy tę głupotę*, że „sędzina” odejmuje powagi, bo by nią zostać, wystarczy dobrze wyjść za mąż, nie zaś skończyć studia. Wiadomo, z kolei by zostać krawcową, wychodzi się za krawca, by zostać sklepową – za sklepikarza, i tak dalej.  

Otóż nie. Dziś na kobietę, która zasiada na sędziowskim stolcu, z pełnym przekonaniem możemy mówić sędzina.

Pan Maciej nie owija w bawełnę komentując niechęć, nawet samych sędzin do używania formy żeńskiej na LinkedIn: (…) jestem ciekaw, jak duży wpływ na te skojarzenia, ma to, że na wydziałach prawnych za "sędzinę" leje się po łapach i powtarza właśnie, ze to żona sędziego (co jest od lat nieprawdą). W żywym języku sędzina jako żona sędziego nie funkcjonuje od lat. Ba, nawet słowniki (które przecież siłą rzeczy są sporo spóźnione względem rzeczywistości) od ponad 20 lat znaczenie "żona sędziego" opatrują dopiskiem "daw" za znaczenie pierwsze (choć potoczne) uznając kobietę, która zasiada w sądzie.

Równocześnie dostałem kilkadziesiąt świadectw byłych i obecnych studentów i studentek

prawa, którzy mówią, że na ich wydziałach tępi się tę formę i bezrefleksyjnie tłucze i do głowy tę głupotę, że sędzina dziś nadal jest żoną sędziego, że jest formą poniżającą, odbierającą powagę itp. Jeżeli przez kilka last studiów słyszy się takie rzeczy (a słyszałem nawet o przypadkach, w których za używanie tej formy można było oblać przedmiot), to naturalnym jest, że to jakoś wsiąka. I wisienka na torcie. Ciekawe jest również to, że ta narracja pojawia się akurat w środowisku, które jest bardzo negatywnie nastawione do językowej widoczności kobiet. Wszystkie te akcje ze zgłaszaniem spraw komisjom, by rozstrzygnęły, czy przypadkiem feminatyw nie urąga godności zawodu. (…) Reasumując: to dawne znaczenie nikomu nie przeszkadza w kontekście królowej lub krawcowej. Inne formy odmężowskie po prostu zniknęły z języka. Sędzina się w nim utrzymała, bo zmieniła znaczenie, a jednak – by formę tę deprecjonować – cały czas wyciągane jest znaczenie nieaktualne od dziesiątek lat. I to głównie przez ekstremalnie zmaskulinizowane językowo środowisko prawnicze. Gdybym wierzył w teorie spiskowe, powiedziałbym, że komuś bardzo zależy na tym, by męska dominacja była w tym środowisku wyjątkowo widoczna :). BUM!


Jeśli:

➡️ Konfrontujesz się z oczekiwaniami klientów, że adwokat lub radca tostarszy pan z teczką w solidnym zagranicznym samochodzie?

➡️ Masz dość, że Twoje kompetencje oceniane są z perspektywy płci lubwieku?

➡️ Jesteś zmęczona udowadnianiem Twoich kompetencji, tylko dlatego, że jesteś kobietą?


Druga edycja programu rozwojowego dla prawniczek "Pracuj mniej, zarabiaj

więcej jest dla Ciebie!”


Feminizmy

A jakie jest stanowisko samorządów prawniczych? Zachęcam Cię, żebyś obejrzała poniższe video, gdzie prezesi dwóch największych samorządów, adwokackiego i radcowskiego wypowiadają się na temat używania żeńskich form zawodów prawniczych. Nie będę komentować tych stanowisk. Przypomnę Ci jednak, adwokatko, radczynio, że masz wpływ na to, kto w następnych wyborach samorządowych będzie Cię reprezentował oraz jakie wartości i postawy będzie wspierał i promował Twój samorząd zawodowy:


Pomocnik

Na koniec chciałam Ci przypomnieć, że zupełnie za darmo możesz pobrać nasz fundacyjny Antydyskryminacyjny Pomocnik dla Kobiet „Słoneczko, zrób mi kawę”

Jako uzupełnienie możesz posłuchać rozmowy radczyni prawnej Pauliny Marusczyk, która jest współautorką Pomocnika i mojej z red. DGP Szymonem Glonkiem.


Do następnego przeczytania!

Kamila


24 wyświetlenia0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Comments


Post: Blog2_Post
bottom of page